header

 

ZAPRASZAM DO PODRÓŻNICZEJ LEKTURY

 

 

30.06.2017

Godzina 8:37

Powinienem być zdenerwowany lub podekscytowany a jestem lekko zmęczony i zamyślony. Zaczyna się. Jadę autokarem z katowic do krakowa. Dalej planuje dostać się do zakopanego i nad Morskie Oko. Nie wiem dlaczego ale od 16 lat mam w głowie ten plan (było kilka przeszkód po drodze ). Jak się uda go zrealizować to w końcu go sobie poukładam w jakichś mózgowych szufladkach z napisem "przestać się tym zadręczać ale wspominać :-)". Jaki jest właściwie ten plan?. Chcę wyruszyć z morskiego oka i pieszo doczłapać nad morze. Najchętniej do Gdańska. Nie mam zaplanowanej trasy, ani wyznaczonych noclegów. Nic nie mam. Mam tylko trochę ubrań i trochę sprzętu, oraz dosyć dużo żarcia. W końcu nie można zrezygnować w lipcu z witarianizmu, kiedy w sierpniu minie rok jak jestem na najlepszej diecie świata :-).

Na wykonanie planu mam czas do początku sierpnia bo urlop się kończy razem z lipcem.

Kilka słów o mnie. Jestem Marcin. Mam 34 lata, 176 cm wzrostu i 69,8 kg wagi ( tyle było w środę a dziś piątek :-) Jeśli chodzi o moją własna wagę to chciałbym ja utrzymać ale nie wiem czy się uda bo jednak trzeba będzie iść około 6 godzin dziennie mój plecak waży 18 kg. Trochę zaszalałem i mam ze sobą prawie 2 kg obranych nasion słonecznika ( szkoda ze nie da rady ich jakoś wykiełkować w podróży) i jakieś kilo owoców suszonych na słońcu do tego dwie półtora litrowe wody źródlane niegazowane, sporo plastrów i ubrań, kompas, mapę, namiot, śpiwór, karimatę i nadzieje ze jakieś sklepy z warzywami będą po drodze otwarte :-).

Jedziemy już autostradą. Żegnają mnie katowickie a może już małopolskie chmury. Autokar jest w połowie pełny ludzi, których najprawdopodobniej już nigdy więcej nie spotkam, a w drugiej połowie pusty :-).

Godzina 13:15

Ruszyliśmy busem z zakopanego na morskie oko. Nie wiem czemu ciśnienie zatyka mi uszy. Jest spoko :-). Jak na razie udało mi się zachować mój plan w tajemnicy przed ludzikami spotkanymi po drodze. Co jak dla mnie jest wyczynem bo jestem gadatliwym morświnem (zrymowało się :-). O tym ambitnym planie wie coś około 5 osób

Godzina 14:00

3 banany zjedzone. Czas kupować bilet i zaiwaniać pod górę. Postaram się nie przesadzać z ilością zdjęć bo aparat gotowy i chyba działa.

O godzinie 16:05 udało mi się wleźć nad Morskie Oko i z lekkim zdenerwowaniem zauważyć, że z planowanych dwóch sztuk ciepłej odzieży zabrałem tylko jedną i to tą bez kaptura. Jak to się stało ? Tego nie wie nikt :-). Oczywiście że jest zimno a ja się spociłem bo niestety postawiłem przed sobą dodatkowe zadanie. Chciałem wejść bez postoju i udało się, ale tu zimno i wieje, więc siedzę w tym czarnym czymś co widać na zdjęciach a pod spodem mam dwie koszulki z czego jedna mokra :-).

Nie wiedzieć czemu wziąłem tu dodatkowo 1,5 kg bananów, 3 pomidory, kilogram nektarynek i kilogram jabłek. Jak tak dalej pójdzie to doniosę ten słonecznik do Gdańska i zostane płaskoterenowym szerpą.

Godzina 19:30

Zrobiłem zdjęcie jakiegoś uszatego stwora podczas schodzenia. Wiem że był uszaty bo było widać tylko uszy :-).

Godzina 19:50

Jestem znowu na parkingu pod wejściem na Morskie Oko. Jest jeszcze średnio jasno a do granicy parku jakieś 12 km. Pola namiotowego nie ma i jest zakaz biwakowania. No to nic. Kupuje małą wodę i zaiwaniam dalej. Teraz się zaczyna wyjmowanie mapy i kompasu, czyli chyba podróż. Życzliwy parkingowy mówi mi, że tu gryzące lisy łażą, więc motywacja do dalszej podroży jest :-) bo ja na wściekliznę się nie zaszczepiłem :-). Generalnie boli już lewa łydka. Cieszę się że jak na razie boli tylko co drugi krok :-). Woda źródlana 1,5 litra kosztuje tu 7 zł. Idę stąd :-)

Godzina 22:40

Jestem w schronisku górskim o nazwie "głodówka". Na szczęście to tylko taka nazwa :-). Troche arbuza zjadłem i myślę o nektarynkach. Tego arbuza na szczęście nie niosłem ze sobą. To by była lekka przesada. W ogóle to była już mniej więcej godzina 22 a ?przerażające? dźwięki wydawane przez drzewa przy drodze i fakt że nigdy nie spałem na dziko w namiocie ( w ogóle to ze dwa razy w życiu spałem w namiocie ) oraz wąskie drogi i ogólny brak poczucia bezpieczeństwa sprawiły, że

pomyślałem o wynajęciu pokoju i jakoś 15 minut od pojęcia decyzji, że chętnie obudzę kogoś, kto ma na domu info o pokojach, zauważyłem duży dom z oświetlonym wejściem. Moja czołówka kiepsko go oświetliła, ale po bliższym zbadaniu okazało się że mam pokój z piętrowym łóżkiem za 30 zł. Ciekawe czy rozłożę ten namiot w końcu. Pewnie tak, ale jestem bliski podjęcia decyzji, że noclegi jak się tylko da to pod jakimś dachem. W końcu nie jestem żadnym hardkorowym podróżnikiem. Tak trochę to ciekawe uczucie jak się człowiek na poboczu ubiera w kamizelkę odblaskową i czołówkę i zaiwania dalej po ciemku. Na szczęście chyba nie wielu kierowców pomyślało, że ufo lezie:-). Schronisko obfoce jutro. Teraz jeść i spać.

 

A to zdjęcia z dzisiaj:

 

 

 

STRONA 1, STRONA 2, STRONA 3 STRONA 4, STRONA 5, STRONA 6, STRONA 7, STRONA 8