header
DLACZEGO BY NIE SPOŻYWAĆ POŻYWIENIA PROSTO Z DZIKIEJ PRZYRODY PDF Drukuj E-mail
Wpisał surawka   
czwartek, 15 grudnia 2011 12:07

DLACZEGO BY NIE SPOŻYWAĆ POŻYWIENIA PROSTO Z DZIKIEJ PRZYRODY?

Autorka: Dolores L. Nyerges

Tłumaczył: Aleksander Kwiatkowski

Copyright 1996

wszystkie prawa zastrzeżone
(opublikowano w rawfoods za zgodą autorki)

Kiedy Christopher Nyerges rozpoczął przygotowania do ponownej publikacji książki zatytułowanej ?Guide to Wild Foods and Useful Plants? (przewodnik po ?dzikiej? żywności i roślinach użytecznych) wpadłam na pomysł, aby napisać rozdział do ww. książki, rozdział omawiający korzyści jakie daje nam pożywienie pochodzące prosto z dzikiej przyrody, a używane jako podstawa codziennego jadłospisu. Zamierzałam opisać w jaki sposób docenić tak wiele płodów pochodzących z dzikiej przyrody, pokarmów które są tam dostępne i bardzo chętnie przez nas spożywane.

Ww. rozdział prawie sam się napisał. Po pierwszym opublikowaniu kontynuowałam poszukiwania i studia na ten frapujący temat. Wkrótce miałam dużo materiału, którym chciałam się podzielić, z tego wyszła mała książeczka zawierająca orginalny rozdział z dodatkowymi danymi, z nowymi pogłębionymi przemyśleniami jako rezultat kontynuowanej pracy, te dane zamieszczono ww. książce pochyłą czcionką.

DLACZEGO BY NIE SPOŻYWAĆ POŻYWIENIA PROSTO Z DZIKIEJ PRZYRODY?

"Live light upon the land if you would not be earthbound." (ożywcze światło pada na grunt czy to możliwe, abyśmy nie byli z tym związani)

-Shining Bear-

Rozmyślałam latami ?Płody Dzikiej Natury, czy nie mogły by być spożywane w razie potrzeby..., a teraz jestem dumna, że zapoznałam się już z lokalną florą?. Chociaż osobiście używam bardzo często pożywienia z dzikiej przyrody, ale całe to zagadnienie jest jakby ukryte, niedoceniane, co jest samo w sobie wysokomobilizujące, aby to zacząć robić. Zaczęło się od ?Dzikiej Sałatki? (mieszanka dzikiej zieleniny) sprzedawana na targu z certyfikowaną organiczną żywnością, wtedy dopiero doceniłam szersze możliwości, aby wykorzystać zdobytą wiedzę. Przysłuchiwaliśmy się wszelkim uwagom dotyczącym sprzedaży tego artykułu.

?Ta zielenina jest świeża, zbierana rano. W zdecydowanej większości bardziej pożywana od zwykłej uprawianej zieleniny. Rośliny nigdy nie były sztuczne nawożone, woskowane, bez pestycydów, herbicydów, fungicydów. Bez sztucznej genetycznej manipulacji. Przed zbiorem myjemy ręce, używamy rękawiczek oraz szczypiec przy segregacji materiału. Pieniądz wydany nie wspiera zachłannego komercyjnego agrobiznesu?.

Po głębokich przemyśleniach i zmianach w podejściu opartych na opiniach o naszym produkcie, zaczęłam postrzegać wiedzę o dzikich roślinach zupełnie z innej strony, zdałam sobie sprawę, że jest wiele mocnych argumentów za używaniem pokarmów prosto z Dzikiej Natury jako podstawy dziennego jadłospisu. I właśnie poprzez ww. dążenia został powołany do życia ten rozdział.

ŚWIEŻOŚĆ

Trudno obecnie twierdzić o świeżości komercyjnych produktów sprzedawanych w sklepach. Wiadomo, że pochodzą z daleka, są co najmniej kilka dni po zbiorze. Stosuje się różne tryki, aby towar chociaż z wyglądu był jak najdłużej świeży t.j. napromieniowanie, zamrażanie, opryskiwanie fungicydami, woskowanie itp. bez ww. zabiegów towar wyglądał by nieświeżo. Podstarzały towar szybko traci na wartościach odżywczych. Zapoznaliśmy się z doniesieniami naukowymi o tym jak szybko są tracone witaminy i organiczne minerały w leżakujących na półkach sklepowych warzywach i owocach.

W komercyjnym agrobiznesie liczy się opłacalność, a nie rzeczywista świeżość towaru. Produkty są wynikiem hybrydyzacji, aby były trwalsze w sklepie, zrywane są zwykle niedojrzałe co ma zmniejszyć ryzyko zepsucia i zgniecenia podczas transportu z pola do sieci sklepowej. Wiele kontrowersyjnych zabiegów robi się po to, aby utrzymać jedynie z pozoru świeży, zewnętrzny wygląd produktu.

Pracując w sieci marketingowej Certyfikowanych Produktów Organicznych ogólnie zakładałam, że oferowane przez tą branżę produkty organiczne były świeże, a pytając się o to bezpośrednio handlowców było jednym ze sposobów uzyskania rzetelnej informacji o produktach organicznych t.j. czy był ?pryskany?, itp. Chciałam tutaj zaraz dodać, że rynek certyfikowanych produktów organicznych jest najlepszym ?komercyjnym? źródłem tego rodzaju artykułów, zwykle dla szczęśliwców mających do nich dostęp, ale i tam zakupy również należy robić z ostrożnością. Wielu rolników organicznych zbiera z pola wszystko na raz, następnie ?przechowuje?, aby sprzedawać przez cały sezon. Jabłka, owoce pestkowe, winogrona mogły leżakować już kilka tygodni, a nawet miesięcy w chłodniach. Każdy musi o to zapytać sprzedającego rolnika, zawsze trzeba pamiętać, że nie każdy z nich jest w tym szczery. Sprzedawca owoców okłamywał mnie przez kilka sezonów, mówiąc, że jego owoce nie były pryskane. Odkrycie tego kłamstwa było dla mnie szokiem, to zdarzenie otrzeźwiło mnie, trzeba być po prostu bardziej ostrożnym.

Kiedy każdy zna i używa lokalnych produktów pochodzących z dzikiej przyrody, pierwszej klasy śweżość jest zapewniona. Każdy może również dokonywać zbioru produktu wtedy gdy jest w najlepszej fazie dojrzałości.

Edgar Cayce stwierdził wielokrotnie w swych odczytach, że produkt uprawiany lokalnie powinien być ponad produktem sprowadzanym z daleka. Jednym z powodów jest świeżość, ale również dotyczy to aspektu szczególnej przydatności lokalnej flory, flory najlepiej przystającej do lokalnego konsumenta, osób najlepiej przystosowanych do warunków lokalnych [jest to prawda częściowa, lokalnie może być niedosyt lub nadmiar pewnych pierwiastków w glebie; jest to wyzwanie do gleboznawców, aby to oszacować, chodzi tutaj np. o niedobory jodu).

UNIKAJMY HYBRYDYZACJI I GENETYCZNEJ MANIPULACJI

Jak poprzednio wspominaliśmy, komercyjne rośliny przeznaczone na nasz stół pochodzą od odmian hybrydowych, a jedynym celem jest sprzedaż. Zwraca się znacznie mniej uwagi na wartości odżywcze, smak i inne ważne cechy produktu. To jest nadal sprawa kontrowersyjna, są na ten temat materiały wskazujące na to, że komercyjny agrobiznes oparty o hybrydyzację stosuje różne inne ?dziwne? praktyki. Wiele upraw hybrydowych nie mogło by przetrwać bez intensywnej ?opieki uprawowej?. Weźmy dla przykładu winogrona bez nasion, czy arbuzy bez nasion, jak ww. miały by się w naturze rozmnażać?

Inżynieria genetyczna to następna ?praktyka?, aby uzyskać ten jedyny cel t.j. maksimum ze sprzedaży. Unikanie takich ?stworów? najprawdopodobniej będzie wyzwaniem w niedalekiej przyszłości nawet wtedy gdy przepisy prawne wymagać będą oznakowań produktów na stoiskach warzywnych. Składniki owocowo-warzywne są częścią wielu innych produktów np. mrożona pizza; wytwórca może nawet nie wiedzieć, że używa tego rodzaju składników lub nie będzie to wymagane przez przepisy prawne, aby podawać tak szczegółowe informacje nam jako konsumentom. Może to dotyczyć nie tylko przetworzonych produktów w sklepach, ale również w restauracjach. Możliwości wyboru tego co chcemy spożywać jak tutaj widać są ?w zagrożeniu?. Dla przykładu: jeżeli dana osoba wybrała wegetarianizm kierując się względami etycznymi ww. niepewność co spożywa będzie najprawdopodobniej jeszcze bardziej spotęgowana.

Produkty pochodzące prosto z dzikiej przyrody są z natury odporniejsze, zdrowsze, bardziej zaadoptowane. Darwinowskie ?przeżycie najbardziej przystosowanego? jest niekwestionowanym tutaj mottem. [Generalnie, GMO] to nieprzemyślane zabiegi ze strony ?Ludzi Mamony? ponieważ ww. ?stworki? po prostu nie przetrwają.

W tym samym czasie kiedy pisałam ten fragment zbierałam mnóstwo danych na temat inżynierii genetycznej. Wiele produktów zawierających składniki pochodzące z ?manipulowanych genetycznie stworków? jest obecnie coraz bardziej dostępnych na półkach sklepowych

Pomidory typu FlavrSavr wyprodukowane przez Calgene są sprzedawane w USA. Wg. BBC inny tego rodzaju typ pomidorów jest sprzedawany w Wielkiej Brytanii w postaci koncentratów pomidorowych. W tym ostatnim przypadku wprowadzono dodatkowe geny mające przedłużyć świeżość pomidorów na półkach sklepowych. Ww. produkt został zatwierdzony przez rząd Brytyjski ponieważ zmiana genetyczna została uznana za ?obojętną?. Jak doniosła prasa, rządowe pozwolenie było by znacznie trudniej uzyskać gdyby modyfikacja genetyczna wprowadzała aktywne związki do artykułów spożywczych, a przyszłe zakusy na otrzymanie pozwolenia na tego rodzaju produkty są duże. Ww. produkty są w Wielkiej Brytanii oznaczone t.j. zawiera składniki z genetycznej modyfikacji. Natomiast rząd Kanadyjski nie wprowadził oznaczenia co do ww. genetycznie zmodyfikowanych składników, to podały te same źródła prasowe.

Hormon wzrostu, bydlęcy hormon wzrostu t.j. somatotropina jest wstrzykiwana krowom mlecznym, aby zwiększyć wydajność produkcji mleka. Ww. hormon skrótowo BST jest naturalnie produkowany w organiźmie bydła i odziaływuje na ilość mleka w wymieniu krowy, ale nie był dostępny w większych ilościach. Genetycznie zmanipulowane bakterie zostały obecnie użyte, bakterie z wbudowanym genem bydlęcym produkują duże ilości hormonu BST na potrzeby komercyjne.

Innym produktem genetycznej manipulacji jest szczepionka podawana kurczętom oraz indykom. Gen został pobrany z wirusa (ang. Newcastle disease virus) i wprowadzony do genomu innego wirusa (ang. Fowl Pox virus). Ww. szczepionka ma chronić drób przed obiema chorobami.

Media ciągle informują o wielu planowanych zamierzeniach wykorzystania genetycznej manipulacji do produkcji medykamentów dla ludzi. Obecnie [opłacani przez firmy farmaceutyczne] naukowcy manipulują genomem świń z nadzieją na hodowlę zwierząt w celu produkcji ?części zamiennych? t.j. organów ludzkich.

Obecnie rolnicy mają dostęp do całej gamy genetycznie zmanipulowanych nasion (które są lub mają być dopuszczone do uprawy i produkcji żywności dla nas wszystkich). Oferowane są odmiany genetycznie zmanipulowanej kukurydzy, soi, ziemniaków, dyń (ang. squash), pomidorów, rzepaku (produkcja oleju). ?Korzyści? przemawiające za tymi nowymi źródłami pożywienia wydają się być ?dobre?.

?Fachowcy? od GM już wyselekcjonowali nowe odmiany roślin, odmiany charakteryzujące się zwiększoną ilością białek, oleju, skrobi, aminokwasów wszystko to dla celów przemysłu przetwórczego. ?Fachowcy? tym razem od GM-zwierząt pracują nad rasami hodowlanymi, które mają wytwarzać mniej tłuszczu i mniej cholesterolu.

We wszystkich ww. przykładach jestem świadoma, że genetyczna manipulacja jest użyta jedynie w celu podniesienia zysków. Zastanówmy się na stwierdzeniem, że wszystkie ww. manipulacje mają powstrzymać rozwój chorób, chronić przed szkodnikami, pozwalać na dłuższe przechowywanie produktu. Weźmy pod uwagę kilka poniższych cytatów wybranych w większości przypadków z Internetu:

?Odporność na Roundup (herbicyd) to ?największe osiągnięcie w uprawie komercyjnej soi? z potencjalnymi możliwościami, aby zmienić całą strukturę cenową na rynku herbicydami?.

?Kontrola nad chwastami może kosztować jedyne $10/ha.?

?Gen ?Bt? chroni uprawy ziemniaków przed stonką ziemniaczaną [koduje truciznę, pestycyd], owad kosztujący rolników amerykańskich aż $400 / ha przy użyciu tradycyjnych oprysków.?

?Szkodniki upraw kukurydzy (gatunki minujące pochodzące z Europy) powodują straty w USA szacowane na $1 miliard rocznie. Każdy owad zmniejsza o 5% plonowanie każdej rośliny, uprawa kukurydzy, w której przeciętne zagęszczenie ww. szkodników wynosi 3 sztuki na każdą roślinę może prowadzić do strat szacowanych na $100/ha. Testy prowadzone przez naukowców z genetycznie manipulowaną kukurydzą zawierające gen ?Bt? zabezpieczają uprawę przed ww. szkodnikami w 94%.?

?Ta technologia jest zadziwiająca, przez co musi być wprowadzona jako podstawa [dla rolnictwa].?

?Pierwsze GM rośliny z przeznaczeniem do ludzkiej konsumpcji zatwierdzone do powszechnej uprawy zostały wytworzone w celu przedłużenia okresu leżakowania na półkach sklepowych z zachowaniem właściwości wizualno-smakowych. Zamiast sprzedaży nasion ww. odmian dla rolników przedsiębiorstwa GMO zdecydowały się na bezpośrednie wejście na rynek pomidorowy. A motyw ww. przedsięwzięcia był prosty: za nasiona przedsiębiorstwo mogło by uzyskać jedynie $15 milionów do $20 milionów podczas gdy amerykański rynek pomidorów szacowany jest na $3,5 miliarda.?

Poniżej przytaczam cytat, który wyraźnie wskazuje nastawienie potentatów genetyczno-handlowych na nas samych t.j. innych członków społeczeństwa, istot ludzkich, nazywanych tutaj bezceremonialnie (bezosobowo) ?konsumentem?

?... wrzaski opinii publicznej nad genetycznie manipulowanymi roślinami uprawnymi wydają się być w zaniku. Wg. ostatnich rocznych raportów szefów (koncernów bio-genetycznych): ?Stwierdza się, że jakiekolwiek zagrożenie oraz zacietrzewienie przeciwników genetycznej manipulacji jest szacowane na wyrost i obecnie mówienie o tym jest nie na miejscu.?

Nie na miejscu?!

?Wymiotować mi się chce? na cały ten pomysł genetycznej manipulacji i to od samego początku, jak o tym tylko usłyszałam. Chociaż stwierdziłam, że fakty i myślenie są ogólnie lepszym źródłem dla podejmowania decyzji, decyzji wolności wyboru, zawsze zwracam uwagę na wewnętrzny sprzeciw. Tak więc zdecydowałam się na poszukiwania kogoś bezpośrednio związanego z pracą w inżynierii genetycznej, kogoś kto uczciwie mógłby wypowiadać się na ten temat, kogoś kto mógłby uświadomić nas t.j. ?zwykłych konsumentów?. ?Po wielu próbach w których ?nie jedne drzwi z hukiem zamykano przed nosem? w końcu szczęście uśmiechnęło się do mnie, nawiązałam korespondencję z Douglas?em Lundberg?iem, nauczycielem prowadzącym zajęcia z inżynierii genetycznej w Akademii Wojskowej w Kolorado. Zapytałam konkretnie jakie są szansę na to, że genetycznie zmodyfikowana flora jest w stanie przekazać materiał genetyczny dzikiej florze. Czytałam artykuł w gazecie ?the Los Angeles Times? o genetycznej manipulacji roślin uprawnych, które są w stanie przekazać gen odporności na herbicydy roślinom synantropijnym zwanych potocznie chwastami; tak więc zastanawiam się na ile bezpieczne są nasze założenia co do bezpieczeństwa naszej dzikiej flory, czy jest ona tak naprawdę naturalna jak do tej pory przypuszczano. Pan Lundberg odpowiedział (jego odpowiedź troszkę zaadoptowałam do wymagań tego artykułu):

?Nie czuję się w przyjemnym położeniu, aby o tym mówić ponieważ jest to czysta spekulacja. Ale, jak ja to widzę: istnieją pewne powody do obaw. Nasze obecne metody genetycznego transferu oparte na markerowym DNA pozwalają na stwierdzenie czy ww. przenoszenie ma miejsce. Jeżeli chodzi o pomidory typu Flavr-Svr, tam został wprowadzony gen odporności na specyficzny antybiotyk t.j. chloramphenicol (wymowa może nastręczać pewne trudności) zawarty w każdej komórce tego typu pomidora. To najprawdopodobniej nie jest szkodliwe dla ludzi, ale z pewnością wzrośnie obecność tego ?naturalnego? genu w całej biosferze. Czy to dobrze, czy źle, trudno mi powiedzieć. Obawiam się jakie ?markery? będą używane w przyszłości i jakie będą konsekwencje tego niekontrolowanego genetycznego rozprzestrzeniania się ? Na dziś może to być OK, a na jutro może nie być już OK.


Problem ww. naukowców to, że to ?coś? jest jeszcze niepoznane i znacznie przewyższa to ?coś? co jest już poznane.

Czy geny mogą przenosić się na dzikie populacje roślin? Moim zdaniem odpowiedź brzmi TAK. [Wiadomo, że] bakterie, wirusy z natury są w stanie przenosić obce geny z jednej rośliny na drugą. W tym ujęciu to może nie być aż tak złe, ale tego po prostu nie wiemy.

Zacznijmy od początku. W latach 1980-tych nauczyliśmy się przenosić geny używając do tego celu wirusów albo ich pochodnych t.j. plazmidów. To znaczy, możemy wyizolować gen a następnie wstawić go do genomu wirusa, na koniec wprowadzić wirusa do komórki t.j. jakiejkolwiek komórki, komórek człowieka, bakterii czy rośliny. To nosi nazwę transformacji. Uważa się to za nowość i wynalazek człowieka. Jak teraz widać jest to nieprawda. Od 1990-tych lat wiadomo, że w odpowiednich warunkach bakterie mogą przenosić obce geny, geny z jednego organizmu na drugi. Obecnie nawet znaleziono ww. fragmenty DNA (geny) leżące wśród obumarłych organizmów i pobierane przez żywe organizmy. Dla przykładu, kiedy roślina obumiera rozkładając się w dzikiej przyrodzie, część jej DNA może być pobrana przez organizmy jednokomórkowe i przeniesiona na inne organizmy. Wygląda na to, że przenoszenie genów jest bardziej naturalnym mechanizmem niż dotychczas podejrzewano.

Ww. przenoszenie jednego fragmentu DNA na drugi DNA w tym wypadku nie ma znaczenia czy to pochodzi od hipopotama, myszy, bakterii, dębu, krowy czy człowieka. Alfabet genetyczny jest taki sam! W ten sposób geny mogą być przenoszone i w pełni funkcjonować [w innym organiźmie] ponieważ kod genetyczny jest uniwersalny.?

Kilka osób wyraziło swoje zaniepokojenie podobne z resztą do mojego na jednym z forum internetowym (wypowiedzi zostały zaadoptowane do potrzeb tego artykułu), a oto ww. wypowiedzi:

Wypowiedź 1.

?Czy ktokolwiek pomoże mi w wyjaśnieniu jednej kwestii: dlaczego wydaje się, że niemal każdy zgadza się na wprowadzenie genetycznej manipulacji do spożywczego przemysłu przetwórczego? Korzyści jakie mają z tego być to np. pomidory mają być odporne na przymrozki, ziemniaki mają być bardziej plenne, dorodniejsze, itd. (tak, a może ktoś znajdzie lekarstwo na raka, albo sposób na wyżywienie milionów głodujących ludzi na świecie) ... ale główny pomysł tego wszystkiego wydaje się być jasny, jedynie giganty przemysłu spożywczego chcą osiągać coraz większe zyski.

Wydaje mi się, że ryzyko jest zbyt wysokie, konsekwencje ze spożywania genetycznie manipulowanej żywności są nieznane (czy ktokolwiek jest w stanie zawczasu przewidzieć wszystkie zagrożenia z tym związane?), np. rozprzestrzeni się jakiś wirus, wirus przypadkowo genetycznie zmieniony, a konsekwencje tego są niewiadome ...

Dlatego wg. mnie ryzyko takich zabiegów znacznie przewyższa potencjalne korzyści, czy nie lepiej zostawić w spokoju tą ?puszkę Pandory?. Uważam, że TAK, nawet obecnie ?ryzykując? nie wynalezieniem cudownego lekarstwa na raka.

Czy tutaj coś pominąłem??


Michael Salmony (wypowiedź z Forum Medycyny Naturalnej).

Wypowiedź 2

?Manipulacje genetyczne to nie wszystko co najlepsze. Nowe próby, próby zakończone ?powodzeniem? to produkcja super-soi z wprowadzonymi genami orzechów barazylijskich, totalna klapa. Tysiące ludzi jest uczulonych na orzechy brazylijskie. Testy przeprowadzone na ludziach potwierdziły, że ww. super-soja powoduje alergię u tych ludzi. A co stanie się wtedy gdy zrobi się ?koktail? genowy z tuzinami obcych genów? Napisałem o tym w mojej książce oraz czasopiśmie poświeconym odżywianiu (ang. Nutrition Advocate). Kiedykolwiek oddalamy się od naturalnej żywności zawsze płacimy za to pewną cenę. Zmiany genetyczne np. w kukurydzy zachodziły na przestrzeni kilkulanstu stuleci, a obecnie kukurydza jest jednym z najbardziej alergogennych źródeł, a wiem o tym z mojej praktyki pediatrycznej.?

Charles Attwood, M.D. (wypowiedź z Forum Medycyny Naturalnej).

Jeden z uczestników ww. forum wskazywał na fakty, że ludzie manipulowali genomami roślin i zwierząt od tysięcy lat poprzez selekcję uprawowo-hodowlaną t.j. krzyżowanie itp. Wskazywał, jak dobrze pamiętam, na to, że kukurydza jaką dzisiaj znamy nie mogłaby w ogóle istnieć bez naszej ?kreatywnej? selekcji. Ta sama osoba opiniowała, że prawdopodobieństwo wprowadzenia groźnego wirusa do środowiska poprzez metody inżynierii genetycznej nie jest większe od tego co dzieje się w Naturze. Na zakończenie ww. osoba (mężczyzna) założył, że inżynieria genetyczna mogłaby być bardziej korzystna niż bardziej problematyczna; jego zdaniem jakiekolwiek obawy wypływają raczej z naszej ignoracji niż ze zdrowego rozsądku.

W odpowiedzi na to:

?Nie jestem pewny, abym był zadowolony z twego dogmatu co do mojej ignoracji w sprawie nauki... (Jestem sam naukowcem, ale nie w zakresie żywności i manipulacji genetycznej) ... metoda naukowa w.g. tego jak mnie uczono to:

a) nikt nie może przewidzieć konsekwencji poważnych przedsięwzięć (czy ktokolwiek nadal wierzy, że elektrownie jądrowe są ?bezpieczne? i pod pełną kontrolą ... ? )

b) oraz nowoczesna technologia często robi rzeczy ?dla zasady? tak samo jak to było poprzednio (baza danych jest jak plik komputerowy) ale często występują różnice jakościowe i ilościowe. Uważam, że stawianie równości pomiędzy spontanicznie występującymi mutacjami a mutacjami indukowanymi przez promieniowanie gamma jest niedorzecznością; podobnie jak z różnicami pomiędzy tradycyjnymi metodami krzyżowania, zapylania krzyżowego w celu uzyskania nowych odmian roślin a manipulacjami genetycznymi nowoczesnej, przemysłowej inżynierii genetycznej. Każdy na pewno dostrzeże różnice nie tylko ilościowe (t.j. liczbę wytworzonych mutacji w porównaniu do poprzednich lini genetycznych etc.) ale również różnice jakościowe (celem ww. zmian genetycznych są te zmiany, które w genetyce nie dotyczą przeżycia najbardziej przystosowanego, ale wszystko jest wytwarzane po to, aby maksymalnie powiększyć zyski firmy GMO).

Możesz mnie nazywać ?starym capem? (ang. old fuddy-duddy) lub inaczej, jak chcesz, ale mnie osobiście cała ta technologia martwi.?

Michael Salmony (wypowiedź z Forum Medycyny Naturalnej).

Następna wypowiedź

?Niestety nie będziemy wiedzieli o tym czy masz w tym rację czy nie aż np. za 50 lat. Nawet prawdopodobne, jakiekolwiek destrukcyjne efekty nie są warte tego ryzyka. Sztuczna selekcja, krzyżowanie, nie mogą być nawet w przybliżeniu tak niebezpieczne jak ta niekontrolowana dziedzina nauki [jaką jest manipulacja genetyczna].

Więcej obaw budzi niesprawdzona do końca metoda niż obawa przed nieznanym. Inżynieria genetyczna nie jest na tyle dojrzała, aby stwierdzić co będzie się działo po dłuższym okresie od ww. manipulacji. Azbest używany do izolacji był uważany za bezpieczny. Implanty silikonowe były również uważane za bezpieczne. Benzyna ołowiowa była również uważana za bezpieczną, podobnie farby zawierające ołów. Palenie papierosów uważano za bezpieczne. Radioaktywny opad po wybuchu bomby atomowej był również uważany za bezpieczny. Zabrało to dziesiątki lat zanim w końcu stwierdzono, że wszystko to jest niebezpieczne. Osobiście, nie mam zamiaru być królikiem doświadczalnym (świnką morską) jedynie dlatego, że [?garsta wybranych?] robi sobie eksperymenty.?

Jim Showalter (wypowiedź z Forum Medycyny Naturalnej).

Odnośnie tej ostatniej wypowiedzi t.j. do tej listy ?wynalazków?, które poprzednio uważano za bezpieczne chciałam dodać antybiotyki! Obecnie stwierdzono, że mikroby są silniejsze i bardziej odporne na antybiotyki. Uważam, że jest wyraźna różnica pomiędzy naturalnym genetycznym ?przetasowaniem? t.j. selekcją a genetyczną manipulacją (?rozwiązanie siłowe); inżynieria genetyczna wkłada geny tam gdzie naturalnie ?nigdy? by się nie znalazły. Nie mówiąc już o dyskusji na temat ludzkiego ucha rosnącego na grzbiecie myszy jako szczytowe osiągnięcie genetycznej manipulacji. Nie jestem ?naukowcem? mogę jedynie przytoczyć cytaty z najlepszych źródeł co do ?procesu naukowego?, ale wydaje mi się, że niemal wszystkie wysiłki zrobione w tej sferze dla rolnictwa to jedynie pogoń za zyskiem [po przysłowiowych trupach]; nawet nie skoncentrowano się na ?tych realnych? celach t.j. polepszenia odmian, kultywarów odnośnie wartości odżywczych lub innych cech t.j. tego wszystkiego co ma rzeczywistą korzyść dla ludzi.

Czy historia nie uczy nas ?wzdłuż i w poprzek?, że kiedy chciwość jest głównym motywem działań nie wróży to dla nas wszystkich nic dobrego?

Co tak rzeczywiście jest niesamowitego w tym wielkim biznesie inżynierii genetycznej, to przecież zwykła rozróba w majestacie prawa w sprawie ?kto jest właścicielem tych stworków?. Jest to chciwość powiązana z arogancją, nieprawdaż?

Fragment z czasopisma: The Progressive Farmer, z roku 1995: ?Chociaż krytyka opinii publicznej w stosunku do upraw typu GMO zmniejszyła się, mało publikowana w mediach batalia wewnątrz samego przemysłu biotechnologicznego nadal trwa, batalia o to kto jest prawnym właścicielem tej nowej technologii.

Walka trwa o patenty. Ww. patenty mogą obejmować geny jak również metodę transferu genów. Przedsiębiorstwa biotechnologiczne twierdzą, że muszą posiadać ochronę patentową, aby zabezpieczyć wielomilionowe inwestycje wyłożone na badania i wdrożenia.


Mycogen kontra Monsanto to przykład tej batalii. Ww. przedsiębiorstwa negocjują co do zgodności licencji na transfer genu Bt [genu kodującego pestycydy] z bakterii Bacillus thuringinensis.


Nastąpiło zerwanie negocjacji, Mycogen zaskarżył Monsanto. Mycogen twierdzi, że on ma wyłączność na patent, na wszystkie ?roślinne stworki? z genem Bt odporne na atak szkodników; obecnie jest w stadium wdrażania syntetycznego genu. Przedstawiciele Mycogenu twierdzą, że celem jest ugoda poza sądem, pozwalając Monsanto na wprowadzenie do obiegu upraw z genem Bt pod warunkiem, że będzie on płacił za korzystanie z tego patentu.


Przedstawiciele Monsanto twierdzą, że pracowali na ww. technologią od 15 lat, dlatego też produkty Monsanto będą wprowadzane na rynek wolne od tego podatku patentowego pomimo sprzeciwu Mycogenu.


Jeszcze jedno. Podczas gdy przeciębiorstwa biotechnologiczne zawzięcie bronią technologii genowej przed jakimkolwiek współzawodnictwem, można się spodziewać, że w ten sam sposób będą obchodzić się z rolnikami, którzy będą używać własnych nasion zamiast co roku kupować nowe od nich, firmy GMO będą się powoływać na prawo t.j. odnośnie pogwałcenia ochrony gwarantowanej patentami.?


UNIKAJMY NAWOZÓW SZTUCZNYCH

Natura nawozi rośliny na wiele sposobów, poprzez odchody dużych zwierząt, odchody dżdżownic, rozkładającą się materię organiczna np. opadłe liście itp. Taki naturalny pokarm dla roślin jest dostarczany z umiarkowaniem, w odpowiednich ilościach. ?Ludzie Mamony? aplikują komercyjny ?pokarm dla roślin?, który obecnie pochodzi niemal w całości z produktów petrochemicznych powodując niezdrowe adaptacje komercyjnych odmian roślin, odmian które nie są w stanie żyć samodzielnie w Naturze.

Istnieje wiele innych udokumentowanych przeciwwskazań co do używania sztucznych nawozów. W tym artykule nie ma miejsca na to, aby odpowiednio przedstawić tak złożony i kontrowersyjny temat, sugeruję zapoznać się już z opublikowanymi informacjami na ten temat. Dzikorosnąca flora rośnie tam gdzie warunki są dla niej najlepsze, potrafi przetrwać w tych warunkach bez używania nawozów sztucznych. To już mówi samo za siebie.

Nie orędujemy tutaj ?aby wszystkie rośliny maiły rosnąć tylko i wyłącznie w dzikiej przyrodzie.? Opieka nad rodzimą florą jest nieodzowną częścią ludzkiego rozwoju duchowego. Taka opieka może dotyczyć działalności podobnej do pracy wykonanej przez znanego botanika Luthera Burbanka (1849-1926). Niektóre z wytworzonych przez niego odmian roślin są nadal uprawiane, jest to spadek po jego pełnych zaangażowania wysiłkach w kierunku poznania możliwości jakie istnieją w Królestwie Roślin. Zarówno rolnictwo jak i ogrodnictwo musiało właśnie tak zaczynać, ale stopniowo popadało w ignorację, pragmatyzm i chciwość.

UNIKAJMY PESTYCYDÓW, HERBICYDÓW, FUNGICYDÓW ITP.

Istnieje wiele znakomitych, naukowo dobrze udokumentowanych publikacji, które szczegółowo opisują miriady chemicznych środków używanych w produkcji żywności, oraz ich szkodliwe efekty na nasze zdrowie. Gorąco polecamy zapoznać się z tymi pozycjami, ww. są wyszczególnione na końcu jako bibliografia; najlepiej przestudiować ww. pozycje osobiście niż ?bazować jedynie na naszych opiniach.?

Obecnie większość z nas jest świadoma, że żywność włączając w to nieprzetworzone artykuły jest traktowana szerokim wachlarzem szkodliwych chemicznych zabiegów, wszystko po to, aby zwiększyć zyski ze sprzedaży. Gleba, nasiona, siewki, dorosłe rośliny, owoce a nawet opakowania i przechowalnie otrzymują dawki trucizn z wielu różnych, dziwnych powodów. W wielu przypadkach producenci nie muszą szczegółowo o tym informować.

Przez wiele lat sama posiadałam organicznie prowadzony warzywnik. Znajomy parający się nieorganiczną komercyjną produkcją ogrodniczą poważnie zachorował, spędził kilka tygodni w szpitalu z powodu powikłań systemu immunologicznego. Pewnego dnia powiedział mi: jestem pewien tego, że moje problemy zdrowotne to wynik wielu lat stykania się z pestycydami, herbicydami itp. rutynowo używanymi w moich uprawach. Stwierdził to ponad wszelką wątpliwość. ?Naukowcy? mogą potraktować to jako anegdotę, ale ugodowość i nieszczerość kryje się za wieloma współczesnymi osiągnięciami naukowymi; osobiście bardzo często biorę do serca raczej ww. anegdotyczne dowody, które są równie wartościowe lub nawet bardziej od całej tej statystyki i [LD50].

Rośliny rosnące w dzikiej przyrodzie w większości wypadków są wolne od wszelkiego rodzaju chemicznego podtruwania. Ci z nas którzy starają się unikać dodatków chemicznych w swojej żywności mają bogate zaplecze w rodzimej florze. Oczywiście są przypadki gdzie nawet lokalna flora jest zanieczyszczona ww. chemikaliami. W niektórych miastach, okręgach itp. używa się nagminnie pestycydów i herbicydów i to w majestacie prawa. Przez to miejsca zbioru dzikich roślin na własne potrzeby muszą być starannie wybrane.

UNIKAJMY WOSKOWANYCH PRODUKTÓW

Jest dość dobrze znana praktyka pokrywania woskiem produktów owocowo-warzywnych, aby przyhamować proces rozkładu. To o czym nie wie mnóstwo osób to skala tego zjawiska: czy można sobie wyobrazić, że nawet papryka jest woskowana?! Kabaczki?! Czy każdy wie, że od sklepów warzywnych nie jest wymagane ujawnianie listy pestycydów i fungicydów jakie dodaje się do tego wosku, [A teraz informacja dla wegan] nie ma żadnej informacji o tym, że składnikiem tego wosku jest lak to jest substancja uzyskiwana ze zmielonych i wyciśniętych owadów Laccifer lacca ten sam składnik jaki używany jest do pokrywania powierzchni mebli w postaci szelaku (politura szelakowa)?!

Dzikorosnąca flora [wyjątek rośliny trujące] nie jest pokrywana żadnymi toksycznymi i nieapetycznie brzmiącymi substancjami. Jakikolwiek naturalny owadzi odstaszacz występujący na roślinach jest łatwy do usunięcia poprzez opłukanie.

UNIKAJMY NAPROMIENIOWANEJ ŻYWNOŚCI

Dla lepszego zapoznania się z tym zabiegiem polecam rozdział 13 książki zatytułowanej: Diet For a Poisoned Planet (dieta dla zatrutej planety) autorstwa Davida Steinmana. Chociaż w niektórych sklepach ze zdrową żywnością rozwieszono etykiety z napisem: nie sprzedajemy napromieniowanej żywności, co w.g. mojego rozumienia w tym czasie było, że przyprawy nie są głównym rodzajem pożywienia przechodzącego ww. zabieg. Mamy większą pewność, że dzikorosnące rośliny nie były napromieniowane. Jest mnóstwo roślin przyprawowych rosnących w lokalnym, naturalnym środowisku. W naszych okolicach można w ten sposób zdobyć liście laurowe, fenukuł, pieprz kalifornijski, kilka gatunków szałwi, i wiele innych.

Dr. Gary Gibbs ekspert od napromieniowania żywności, autor książki: The Food That Would Last Forever: Understanding the Dangers of Food Irradiation (żywność mogąca przetrwać wieczność: zrozumienie niebezpieczeństwa napromieniowanej żywności) wypunktował najważniejsze rzeczy, ww. zostały opublikowane w czasopiśmie: ?Nutrition and Healing Magazine?, z maja 1995 roku; a oto one:

1. Napromieniowanie wytwarza trujące związki, związki niespotykane w Naturze.

2. Napromieniowanie niszczy wiele witamin, aminokwasów i nienasycone kwasy tłuszczowe.


3. Napromieniowanie powoduje wzrost alfatoksyn, przekraczający 100-krotnie normalne poziomy.


4. Kiedy jedynie część karmy podawanej zwierzętom laboratoryjnym napromieniowano, ww. cierpiały na schorzenia układu oddechowego, powiększone serce, inne stany chorobowe i przedwczesną śmierć.


5. U dzieci spożywających napromieniowane produkty pszenne wystąpiły nienormalności w białych ciałkach krwi.


6. Produkty, które zostały wprowadzone na listę napromieniowanych wyrobów to owoce, warzywa, pszenica, inne mąki, zioła, przyprawy, orzechy, nasiona, grochy, wieprzowina, drób i inne.

7. Napromieniowanie rzeczywiście zabija bakterie typu E. cola oraz Salmonella sp. więc przetwórnie mięsne są bardzo zainteresowane ww. zabiegiem; jest po prostu taniej niż utrzymywanie wysokiego poziomu czystości.


8. FDA (odpowiednik polskiego Sanepidu) wymaga etykietowania napromieniowania jedynie ?całych, nieprzetworzonych produktów? następnie już nie jest to wymagane. Jeżeli ww. produkty zostały przetworzone, wymieszane z innymi składnikami nie jest wymagana etykieta, aby to ujawnić. Od całego pomidora dostępnego w sprzedaży jest wymagane etykietowanie wskazujące na napromieniowanie. Od zupy pomidorowej (w proszku lub w restauracji) pochodzącej od tego rodzaju pomidorów już się tego nie wymaga.

Twierdzenie, że celem napromieniowania jest wstrzymanie procesu rozkładu, brzmi nawet nie źle. Wydaje mi się jednak, że czas i pieniądze wydatkowane na ten zabieg mogły by być lepiej wykorzystane na znalezienie zdrowszych sposobów dostarczenia świeżej żywności do ?konsumentów? a nie wynajdywanie sposobów, aby trzymać artykuły spożywcze jak najdłużej w przechowalniach, t.j. ukrywać dowody na to, że ta żywność jest już przestarzała. Mam identyczne odczucie w stosunku do napromieniowania jak i do genetycznej manipulacji, to był właśnie powód, że zamieściłam ww. informacje. Wolę jak najdalej trzymać się od napromieniowanych produktów. Ale, jak zawsze, polecam wszystkim poczytać więcej na ten temat, a nie bazować tylko i wyłącznie na mojej wypowiedzi!

Istnieje organizacja zajmująca się problemem napromieniowania żywności. Ci ludzie mogą być dobrym źródłem informacji na ten temat. Podaję kontakt:

Food and Water, Inc.

3 Whitman Drive Denville

New Jersey 07834

Ph: (718) 783-2146

CZYSTOŚĆ

Obecnie coraz więcej słyszymy o chorobach powstających od spożywanych pokarmów. Najbardziej znane to E. coli i Salmonella sp. które są szeroko dyskutowane na łamach prasy. Uważa się, że przyczyną jest niedogotowane, niedopieczone mięsiwo, ale jest znacznie mniej o tym, że szczególnie E. coli mogłaby rozprzestrzeniać się poprzez jakiekolwiek pożywienie np. przez sałatki, nie są ani gotowane ani myte w bardzo gorącej wodzie [powyżej 60oC] i to również nie daje pewności.

Wiele produktów spożywczych mogłoby z łatwością być przenoszonych poprzez kontakty towarzyskie takie jak podawanie talerzy, sztućców itp. z prostego powodu: większość produktów jest surowych, zbyt delikatnych, aby myć ww. w gorącej wodzie, gorącej na tyle, aby zniszczyć bakterie i wirusy. Chociaż może się wydać niezbyt przyjemne, ale faktem jest, że nasze ręce mogą przenosić nie tylko E. coli lecz również inne zarazki np. wirusy przeziębienia lub grypy. Prątki gruźlicy są bardzo łatwo przenoszone podczas spotkań towarzyskich. Sam(a) zbadaj, aby odkryć kto zrywa owoce, warzywa, które kupujesz w sklepie i jak często ww. osoby myją ręce w gorącej wodzie i mydle w ciągu godzin pracy. Czy zawsze chronią ww. artykuły przed kichaniem, kaszleniem itp. ? A co z osobami zatrudnionymi w hurtowniach, tam gdzie produkt przechodzi pomiędzy produkującymi gospodarstwami a sklepami warzywnymi? Następnie pomyślmy o każdym kto może trzymać w rękach artykuły w sklepie warzywnym, włączając w to tuziny klientów dzień w dzień.

Jest znacznie mniejsza szansa wtedy gdy spożywasz dzikorosnące rośliny zwłaszcza zbierane własnoręcznie lub jedynie przez członków rodziny.

Poniżej znajduje się lista kilku zarazków chorobotwórczych z krótkim opisem, którymi potencjalnie można mieć kontakt w sklepie warzywnym:

Shigellosis

Shigellosis nazwa pochodzi od bakterii Shigella sp., obejmuje grupę bakterii wywołujących schorzenia układu pokarmowego. Najczęstszymi objawami są: gorączka, bóle brzucha, biegunka, stolec, który może lecz nie musi być zabarwiony krwią. Przenoszenie Shigella następuje poprzez bezpośredni kontakt z osobą zarażoną lub z zanieczyszczonym pokarmem, lub wodą. Mycie rąk mydłem pod bieżącą wodą jest najważniejszą rzeczą, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo przenoszenia ww. choroby. Wykluczyć osoby, które mają biegunkę i inne podobne objawy od przygotowywania posiłków, oraz unikanie przez osoby zakażone spotkań towarzyskich, aby zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się ww. choroby za pośrednictwem spożywanego pożywienia.

Obecnie odporność Shigella sp. na antybiotyki wzrasta.

Listeria

Listeria monocytogenes jest stwierdzana w glebie, w wodzie. Warzywa mogą być zarażone poprzez glebę lub częściej poprzez gnojówkę używaną jako nawóz [najlepszy jest do tego celu kompost]. Wskazane mycie surowych warzyw bezpośrednio przed spożyciem. Dokładnie mycie rąk, noży, desek do szatkowania itp. po skończeniu ww. czynności zmniejsza to prawdopodobieństwo rozprzestrzeniania się tej choroby.

Gruźlica

O gruźlicy już wspominałam, łatwo zostaje przenoszona podczas spotkań towarzyskich włączając w to podawanie jakichkolwiek typów pożywienia.

Niektóre szczepy prątków gruźlicy są odporne na antybiotyki.

Czerwonka

Ameba czerwonki (Entamoeba histolytica) może być przenoszona przez warzywa, które były zrywane lub przekładane przez osoby nią zarażone. Tego rodzaju ameby są przenoszone wraz z kałem, zwłaszcza kiedy dostaną się do źródeł wody konsumpcyjnej lub pożywienia, ale również poprzez bezpośredni kontakt z zanieczyszczonymi przedmiotami, zanieczyszczone ręce itp. Infekcja może trwać latami a jej objawy to:

1) bez objawów

2) lekkie niedomagania uk. pokarmowego

3) krwisty kał

W większości przypadków zakażenie odbywa się w uk. pokarmowym, ale inne tkanki również mogą być na nią narażone. Nieleczona może powodować dalsze komplikacje takie jak:

4) owrzodzenia jelita [podobne do choroby Crona-Leśniewskiego]

5) powstawanie ropni

6) częste bóle

7) rzadziej zablokowanie światła jelita

Cryptosporidiosis


Choroba powodowana przez pierwotniaka Cryptosporidium parvum objawem jest bardzo ostra, wodnista
biegunka. Cryptosporidiosis w układzie oddechowym jest powiązana z kaszlem oraz częstymi stanami podgorączkowymi. Cryptosporidium sp. może występować teoretycznie w każdym rodzaju pożywienia dotkniętego przez zarażoną osobę. Częstsze przypadki występują w ośrodkach dziennej opieki dla dzieci w których przygotowywane jest pożywienie.

Pasożyty

Ludzie na całym świecie są zarażani pasożytami, najczęściej są to glista ludzka (Ascaris lumbricoides) i włosogłówka (Trichuris trichiura); jajeczka ww. pasożytów są bardzo klejące i mogą być z łatwością przenoszone z innych części ciała, z innych przedmiotów do ust.

Zarażone osoby przygotowujące żywność są w stanie zakazić każdy rodzaj pożywienia.

Hepatitis A

(żółtaczka - wirusowe zapalenie wątroby)

Wirus żółtaczki (hepatitis A) jest wydalany wraz z kałem zainfekowanych osób i może przenosić się poprzez picie zakażonej wody i spożywanie zakażonej żywności. Zakażenie pożywienia przez pracowników przetwórni żywności oraz pracowników restauracji jest dość częste.

Retrowirusy

Retrowirusy powodują ostre zapalenie żołądka i jelit, biegunki niemowlęce, zimową biegunkę (ang. winter diarhea), niebakteryjną infekcję żołądkowo-jelitową, oraz ostre wirusowe zapalenie żołądkowo-jelitowe, wszystkie ww. nazwy odnoszą się do chorób wywoływanych przez najbardziej znane wirusy z grupy retrowirusów typu A.

Najczęstszym źródłem zakażenia są zarażone osoby przygotowywujące żywność, żywność która jest spożywana na surowo t.j. sałatki z owoców i warzyw.

Znalazłam ww. listę chorób w internecie. Nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wiele zwykłych przeziębień i gryp może zostać przenoszonych poprzez nieodpowiednie obchodzenie się z żywnością. Poniżej podałam adres gdzie można otrzymać dodatkowe informacje na ten temat:

Division of Bacterial and Mycotic Diseases, National Center for Infectious Diseases

Centers for Disease Control and Prevention

1600 Clifton Road

Mailstop C09

Atlanta, Georgia 30333.

PARĘ MORALNYCH I DUCHOWYCH UWAG

Wszyscy ponosimy odpowiedzialność za to, kogo będziemy wspierać finansowo naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi. Chociaż najprawdopodobniej jest niemożliwe, a zarazem nierozważnie całkowicie odizolować się od tego ?szatańskiego świata?; istnieje potrzeba dokonania najlepszego wyboru zawsze kiedy tylko istnieje taka możliwość. Przemysł gastromomiczno-żywnościowy, mówmy tutaj o tym Amerykańskim przemyśle jest przesiąknięty nieprzymyślanymi poprzednio opisanymi praktykami, których nie powinniśmy popierać [i to dla naszego, własnego dobra].

Uczenie się oraz zbiór dzikorosnących roślin, roślin dla nas dostępnych jest jednym ze sposobów, aby nie wspierać tej nieprzychylnej dla nas samych części przymysłu spożywczego.

WPŁYW NASZEGO SPOSOBU MYŚLENIA I PRAGNIEŃ

Myślenie oraz pragnienia ludzi, którzy są powiązani z produkcją i dystrybucją żywności ma wpływ na nas, wpływają na nas poprzez żywność. Większość produkowanej żywności jest przepojona chciwością a to z prostego powodu: komercyjne uprawy są nastawione tylko i wyłącznie na pieniądze [zdrowie konsumentów jest mniej ważne]. Do tego trzeba dodać praktyki i pragnienia ludzi zbierających , pakujących oraz rozwożących, hurtowników oraz pracowników sklepów warzywnych. Oni głośno mówią ?jesteśmy tym co jemy? znaczenie tego wyrażenia jest głębsze niż można by było się po nim spodziewać. Wiele opakowanych, wysokoprzetworzonych artykułów można długo przechowywać bez obawy zepsucia. Tego jednak nie da się zrobić ze świeżymy, nieprzetworzonymi produktami żywnościowymi [jak na ironię najzdrowszymi].

Uczenie się rozpoznawania oraz poprawnego używania lokalnie dzikorosnących gatunków roślin po to, aby jak najbardziej uniezależnić się od komercyjnych [niezdrowych] produktów oferuje nam niezwykłe korzyści, uwalniając nas od zanieczyszczeń. Możemy zbierać ww. rośliny z miłością oraz ostrożnością i przynieść do domu te najbogatsze składniki naszego jadłospisu.

NIESZKODLIWY ZBIÓR

Aby wyrazić to bardziej przekonywująco, wiele komercyjnych produktów to obumarłe rośliny. Główka sałaty, wiązka szpinaku, warzywa korzeniowe t.j. marchew, liściowe np. seler wszystkie zostały doszczętnie zniszczone podczas zbioru. Rozsądne gospodarowanie wymaga delikatnej opieki nad florą właśnie taka nas wyżywi. Zabijanie zwierząt czy roślin jest niewskazane abyśmy żyli, a tak na prawdę ww. zabijanie jest niestety tokiem obecnego myślenia powodującego [etyczne] zwyrodnienia (etycznego raka). Kiedykolwiek jest to możliwe to najlepiej pozostawić co najmniej 1/7 rośliny macierzystej, aby nadal kontynuowała swoje życie. Znakomity nasz nauczyciel t.j. Shining Bear mawiał: uszczknij trochę listków, pączków, kwiatów, zbierz nasionka z dzikorosnących roślin. On nigdy , o ile mi wiadomo, nie zniszczył swych roślinnych przyjaciół.

INNE KORZYŚCI ZDROWOTNE

Wszyscy słyszeliśmy jak niszcząco na nasze zdrowie oddziaływuje zmartwienie i stres. Gotowość oraz możliwość, aby być samowystarczalnym może wpłynąć w ogólnym sensie na dobre samopoczucie i przynieść upragnioną ulgę. Świeże powietrze oraz ćwiczenia fizyczne są dostępne podczas aktywnego ?żerowania? mogą być również korzystne. A informacja jest już dla nas dostępna co do korzystnych efektów zdrowotnych diety surowej żywności. Za pomocą dobrego urządzenia (ang. food-processor) każdy może zrobić świeży, pożywny, surowy napój, humus, przybranie, masło orzechowe, ciepłe (lecz niegotowane) zupy z dzikiej roślinności, jako dodatek do bardziej typowych dań sałatkowych.

Po prostu będąc obecny na łące wraz z Naturą, wśród dzikiej flory może to działać podbudowująco. Spróbuj sam(a) tego eksperymentu: znajdź komercyjne pole uprawowe przypatrz się. Zapamiętaj jakie to wywołuje uczucie, jakie myśli przychodzą ci do głowy patrząc na to. Następnie postaraj się przenieść i pozostać na pewien czas wśród dzikiej roślinności (osobiście czuję się tam wzmocniona, będą pośród rozpościerającego się złotawego kwiecia dzikiej gorczycy).

PODSUMOWANIE

Wzieliśmy pod uwagę wiele powodów, aby nauczyć się rozpoznawać oraz stosować dzikie rośliny jako pokarm. Dzika roślinność często posiada znacznie wyższe wartości odżywcze , zwłaszcza spożywana na surowo lub nawet termicznie preparowana. Tego rodzaju zdobywanie pożywienia jest znakomitym sposobem na unikanie negatywnych skutków spożywania produktów komercyjnych t.j. hybrydyzacji, manipulacji genetycznej, sztucznych nawozów, pestycydów, herbicydów, fungicydów, nieświeżość, woskowanie, przenoszenie chorób , niezdrowych myśli i pragnień oraz uzależnienia. Takie naturalne zdobywanie pokarmu pozwala nam na nie wspieranie naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi niezdrowego przemysłu żywnościowego. Jest również dobrze dla naszego zdrowia spędzić czas na świeżym powietrzu, trochę ruchu, spędzenie czasu wśród zdrowej, naturalnej roślinności, zbierać najbardziej potrzebne części, robić to z umiłowaniem.

Regularnie dokonujemy zbiorów w wyselekcjonowanych miejscach w pobliżu miejsca zamieszkania. Również tutaj w naszym domu , pozwalamy rosnąć gatunkom rodzimym uważanych powszechnie za ?chwasty?, zawsze kiedy tylko zechcą osiedlić się na naszej posiadłości. Świadomie unikamy manipulowania lub kierowania naturalną dominacją, równocześnie próbując odkrywać sposób na to, aby z umiłowaniem opiekować się tymi wspaniałymi roślinnymi przyjaciółmi.

Mówiąc LIVE LIGHT UPON THE LAND (ożywcze światło pada na grunt) dla mnie ww. nabrało nowego wymiaru. Teraz oznacza "don't be heavily invested in earthsurfacey things" (nie angażujmy się zbytnio w sprawy przyziemne). Możemy przez całe nasze życie zbierać wszystkie fakty o tym całym woskowaniu, pestycydach, manipulacji genetycznej, chorobach itd, itd. Możemy spekulować jakie z tego wynikną konsekwencje, walczyć z tym ?systemem?, pracować niezmordowanie nad wprowadzaniem i egzekwowaniem prawa, ale dopóki chciwość będzie zniewalać biznes, [nasze komercyjne działania] dopóty nie będzie można poważnie pomyśleć o wstrzymaniu płacenia naukowcom za genetyczne manipulowanie, a przedsiębiorstwom za produkcję nawozów sztucznych, pestycydów, czy przemysłowi spożywczemu, agrobiznesowi itd. za kontynuowanie szkodliwych dla nas wszystkich praktyk [działań przeciwko nam samym, przeciwko naszej egzystencji]?

Najpierw nauczmy się rozpoznawać a następnie oddzielmy się o tych rzeczy, uprawiajmy własne ogródki w sposób organiczny, kupujmy nasiona z naturalnego zapylenia, itd. ale doskonale wiemy, że zanieczyszczenia nie możemy zamknąć na klucz lub uciec od niego. Wiemy teraz, że te ?genetyczne stworki? są w stanie przekazywać zmanipulowane geny dzikim populacjom roślin. Potrzebujemy się jeszcze douczyć jak wypowiadać głośno i jednoznacznie co o tym wszystkim myślimy. [Nie ma zmiłuj się] to nie podlega żadnej dyskusji. Nie pozwalając na tak niecne praktyki, kierujmy nasze wysiłki, aby zmienić ten świat [na lepszy, przyjaźniejszy], ww. powinno być dla nas wszystkich bez wyjątku priorytetem, przewodnim działaniem, t.j. wszystko to w jaki sposób cokolwiek wykonujemy wraz z rozsądnym zastanawianiem się nad sensem naszego życia.

Odnaleźć w roślinnych jestestwach to radosne na nas oddziaływanie. Zapytaj sam(a) ww. jestestw jakiej w zamian potrzebują od nas opieki. Weźmy ze sobą naturalny nawóz wtedy gdy udajemy się na dokonanie zbioru , naturalnie rosnący tytoń jest dobry do tego celu [zamiast przerabiać go na papierosy]. Dajmy dzikiej florze danie w postaci ?płynnego kompostu?, który można zrobić w przeznaczonym do tego mikserze [kompost miksowany z wodą]. Wymieńmy radosne westchnienia (oddechy) z naszymi roślinnymi przyjaciółmi. Z przyjemnością wydychajmy dwutlenek węgla dla nich, następnie wdychajmy tlen jaki dla nas one same wydychają [oddech za oddech]. Isnieje obecnie niebezpieczeństwo, że ?stworki Frankensztaina? będą się w przyszłości rozprzestrzeniać w postaci genetycznie zmanipulowanych mysz lub wirusów albo pyłku kwiatowego. Nie powinniśmy na to dawać przyzwolenia i jest właściwym zachowaniem wyrażać nasze obawy i to zaraz gdy spostrzeżemy ten ?atak?. Ale pozytywne nastawienie i działania co do opieki na dziką roślinnością, czystą nieskażoną lokalną florą, powinny być dla nas priorytetem nad jakąkowiek batalią ?gdzieś tam? (zadbajmy najpierw o nasze własne podwórko). Przejmowanie się, negatywny sposób myślenia osłabia nasz system immunologiczny. Pozytywne działania we własnym zakresie są znacznie zdrowsze od rozmyślań nad tymi sztucznymi genami. Jesteśmy wtedy uwolnieni, [mamy więcej energii] na to, aby wykonać działania przeciwko zachłanności w naszym własnym życiu. To jest znacznie ważniejsze od próbowania ucieczki ?w siną dal?, ucieczki od tej zachłanności. Możemy z powodzeniem tego dokonać poprzez właściwą, pełną uczucia opiekę nad roślinami oraz zadbanie o rzeczy najważniejsze, rzeczy które są nieodzowne dla naszej własnej egzystencji, włączając w to dzikorosnącą roślinność jako źródło i pożywienia [i doznań estetycznych].

BIBLIOGRAFIA


1. John Robbins, Diet for a New America.

2. David Steinman, Diet for a Poisoned Planet.

3. Findhorn Community, The Findhorn Garden.

4. Gary Gibbs, The Food That Would Last Forever: Understanding the Dangers of Food Irradiation.

PODZIĘKOWANIA

Dla Shining Bear za unikalne przewodnictwo.

Dla Susan Robbins w nauce korzystania z Forum Wegetariańskiego.

Dla Chris Mitchell z Forum Wegetariańskiego.

Dla Johnny Lynch, nauczyciela Wegetariańskiej Sztuki Kucharzenia.

Dla Charles Attwood, M.D., autora książki Dr. Attwood's Low-Fat Prescription for Kids.

Dla redakcji magazynu ?Nutrition Advocate?.

Od tłumacza

Do tej pory selekcja uprawowa polegała na wyselekcjonowaniu odmian o lepszych walorach smakowo-dietetycznych natomiast obecna manipulacja genetyczna jest tego zaprzeczeniem. Jakie korzyści zdrowotne uzyskujemy z wprowadzenia do genomu roślin genu ?Bt? kodującego pestycydy inaczej mówiąc trucizny? Odpowiedź brzmi: żadnych korzyści, wręcz przeciwnie przez takie zabiegi powodujemy podkopywanie naszego zdrowia. Uważam, że inżynieria genetyczna powinna iść w kierunku wytwarzania specyficznych substancji dla ludzi potrzebujących, przykładem może być insulina. Insulina początkowo była ekstrahowana z trzustek trzody chlewnej, trzeba było ogromnych ilości tych zwierząt, aby sprostać wzrastającemu zapotrzebowaniu dla ludzi cierpiących na cukrzycę. Ponad to, okazało się, że świńska insulina różni się od insuliny ludzkiej, co było powodem reakcji alergicznych i innych ubocznych niedomagań. Obecnie za pomocą inżynierii genetycznej przeniesiono geny ludzkie do bakterii, które są w stanie wytwarzać idealną ludzką insulinę. Insulina ludzka był jedną z pierwszych substancji otrzymaną poprzez metody inżynierii genetycznej. Podobnie jest glukozoaminą, która do tej pory była ekstrahowana ze skorupiaków i również powodowała uboczne reakcje. Obecnie genetycznie zmodyfikowane bakterie są w stanie wytwarzać ludzką glukozoaminę bez ww. skutków ubocznych. Uważam, że tego rodzaju wykorzystanie metod inżynierii genetycznej ma sens.


Poprawiony: sobota, 24 grudnia 2011 01:05